Ciężko mu było zważać na rosnące w siłę granice prywatności. Obiecał sobie, że po numerze ze zmaterializowaniem się w damskiej toalecie nigdy w życiu nie uczyni czegoś z podobnego pokroju. I znów musiał tę obietnicę złamać. Tym razem nie dlatego, że Luki zniknęła mu na stałe z pola widzenia. Raczej ze szczerej troski, uczucia mu tak od hen wieków nieznanego. Bo jak mógł normalnie omijać jej pokoik szerokim łukiem i patrzeć jedynie na drzwi, skoro jej zachowanie nie podchodziło pod definicję normalności?
- Mogę wejść? - włożył głowę w szczelinę powstałą dzięki uchylonemu frontowi.
- Po co? - nawet nie podniosła na niego wzroku. Wymruczała to pytanie z ustami przyklejonymi do poduszki. - Nie przeproszę cię za wypieprzenie tej cizi na korytarz.
- Nie musisz. To raczej ja powinienem cię przeprosić.
Machinalnie, choć trochę niemrawo, podniosła się do pozycji siedzącej, aby mógł się przysiąść. Dopiero teraz zauważył jej spojrzenie jak przez mgłę, koślawy uśmiech i subtelne kolebanie się na boki. Bo o odorze alkoholu chyba nie trzeba wspominać?
- Piłaś? Dlaczego?
- To chyba nie twoja sprawa, prawda? - wysyczała przez zęby, mimo iż i tak nadała swej wypowiedzi pijacki ton.
- Dobrze, nie wnikam - uniósł obie ręce w geście poddania.
- A wrócisz w końcu do sedna? Nie wiem, jak długo i moja głowa, i mój żołądek wytrzymają na siedząco.
- Może się jednak położysz?
Przewidywał, że tego nie uczyni. Czuł, że zgodzenie się z jego zdaniem to dla niej jakby osobista porażka. A mimo wszystko to zrobiła. Nawet z malutkim bonusikiem. Już nie musiał ćwiczyć karku, aby na nią spojrzeć. Czerep blondynki na jego kolanach znacznie mu to ułatwił. Przynajmniej jej widok. Ze szczerym wywodem mogło być już gorzej.
- Więc?
- Przepraszam, że tak wyszło. Naprawdę tego nie chciałem, to testosteron podyktował mi warunki. Uwierz, że facet z abstynencją od przygodnego seksu, mając taką okazję, potrafi zamienić się w maniakalne zwierzę. Pewnie gdyby nie wepchnęła mi się na chama do mieszkania i mnie nie sprowokowała, nie byłoby całej sytuacji. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy.
- Ale ja wszystko rozumiem, Łukaszu, i doskonale wiem, że moja nieobecność w domu tylko to wszystko podsyciła. Nie rozumiem tylko jednego.
- Czego?
- Kiedy nauczyłeś się przepraszać?
- Wieku temu. Zdobyłem tę umiejętność wraz z inną umiejętnością.
Nie pytał o pozwolenie. A może raczej liczył na to, że w stanie nie do końca dobrego kontaktowania ujdzie mu to płazem? Tak po prostu wziął ją w ramiona i pocałował, mimo posmaku alkoholu na jej wargach, już nie wspominając o wnętrzu jamy ustnej. Nie protestowała nawet w sytuacji, kiedy przejechał językiem po rządku jej górnych zębów. Wręcz przeciwnie. Po części się zaangażowała. Jej język błyskawicznie współgrał z jego językiem, usta tak idealnie dopasowały się do jego ust. Miał to swoje prywatne niebo. Przez chwilę. Bo ręka ześlizgująca się na pośladek musiała wszystko zepsuć, oderwać oboje od chwili przyjemności.
- Wybacz, Kadziewicz, ale ja nie jestem jak ona. Nie pozwolę drugi raz bawić się swoim kosztem przez kolejnego dwumetrowca - mruknęła z przekąsem i walnęła się na łóżko. A on aż do czasu jej cichego posapywania zastanawiał się, co miała znaczyć końcówka wypowiedzi.
- Lukrecjo, proszę cię, powiedz, że to, co usłyszałem dzisiaj od twojego lekarza, to nieprawda.
Nawet kac i otępienie nie wyrzuciły słów szefa z jej huczących myśli. Wiedziała, że wizyta w jego gabinecie nie będzie rozkoszą. Ale nie sądziła, że tak prosto z mostu dotknie jej aktualnie najczulszego punktu.
- Mam kłamać? - uśmiechnęła się cynicznie, w abstrakcyjny sposób trzymając się za nadgarstki. Nigdy nie wiadomo, kiedy straci nad dłońmi panowanie i wyrżnie byle komu w sam środek twarzy. - Tak jak kłamał mój ojciec?
- Nie powiedział ci, że choruje na Pląsawicę i bardzo prawdopodobne, że otrzymałaś ją od niego w genach?
- Najwidoczniej pominął tak ważny fakt.
- Przecież tę chorobę da się zauważyć.
- I pewnie by tak było, gdybym ojca nie widziała jedynie w wypadkach, kiedy w nocy zachciało mi się pić mleka. Tylko o tej porze w ciągu doby gościł w rodzinnym mieszkaniu.
Milczenie. Milczenie z jego strony. Intensywne przewracanie kartek, analizowanie ich treści, współczujący wzrok na jej osobie.
- Twój ojciec był nadzwyczaj spokojnym człowiekiem, nawet Pląsawica nie wstrząsnęła nim aż tak potężnie.
- A co to ma do rzeczy?
- Doskonale wiesz co, Lukrecjo. Twój charakter już wcześniej należał do grona tych cięższych, potrafiłaś znokautować współpracownika za zjedzenie jogurtu. Nie możesz pracować wśród tylu ludzi, a tym bardziej przebywać z nimi niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że panu Kadziewiczowi trzeba będzie znaleźć nowego ochroniarza.
***
No, to zaczynamy chyba moje ulubione fragmenty.
Choć do końca się nie zbliżamy, co to, to nie.
O następnym NIE POINFORMUJĘ, laptop w naprawie.
Dodam opis na gadu w telefonie.