Zignorowała cały otaczający ją świat. Zmęczenie tak cholernie dawało się we znaki, że dolne kończyny automatycznie skierowały jej ciało na najbliższą kanapę. Wiedziała, że nie powinna spać, kiedy Kadziewicz jest w pełni sił, kiedy w każdej chwili może zrobić jakąkolwiek głupotę, która odbije się piętnem na obojgu. Ale co to za kobieta bez jakiejkolwiek słabości? Czy ktoś taki w ogóle istnieje?
- Tatku? - usłyszał szybki tupocik małych stópek, aby po chwili ujrzeć zarumienioną twarz swojej jedynej latorośli. - Chcesz zobaczyć, co mam?
Odwrócił się, chyba nieco zbyt gwałtownie, gdyż Amelka odskoczyła o kilka kroków, nadal z niewinnym uśmiechem na ustach.
- No pokaż, co zwinęłaś.
Jego oczy machinalnie przybrały o kilka większych rozmiarów, prawdopodobnie swoją wielkością pobiły nawet spodki od filiżanek. Serce przyśpieszyło swoją pracę, krew przepływała w błyskawicznym tempie, wprawiając skórę w zarumienienie. Pomyśleć, że to wszystko za sprawą niedużego, metalowego przedmiotu. Przedmiotu o zabójczych możliwościach.
- Skąd to wzięłaś?! - poczuł, jak zatrząsł mu się głos.
- Luki miała w spodniach, a skoro śpi, to pewnie będzie ją uwierał, dlatego to wyjęłam.
Trudno mu było uwierzyć, że w tym momencie nie zbierał maleńkiego ciałka swojej córki ze ściany. Pozwoliła się dotknąć, nawet przez sen? W ogóle nie zareagowała? Jakiś paradoks?
- Odłóż to na miejsce, zanim dojdzie do tragedii! - nawet apodyktyczny ton nie poskutkował.
- Jakiej tragedii, tatuś? Przecież to zabawka, moi koledzy z przedszkola bawią się takimi pistoletami. Wystarczy tylko tu nacisnąć...
Gdyby chciał, tak czy siak nie zdążyłby podnieść ręki, nie zdążyłby powstrzymać szatynki. Pamiętał, że usłyszał huk i coś twardego spadającego tuż przed jego ogromnymi stopami. Coś, co okazało się lampą kuchenną.
Nie wiedział, jak może zareagować córka. Normalne dziecko zapewne płakałoby jak bóbr, rzuciło to cholerstwo w kąt i wpadło w ramiona najbliższej osoby. Ale nie ona. Ona wybuchnęła słodkim śmiechem, oglądając z podziwem morderczą maszynę.
- Amelia, oddaj to. Natychmiast.
- Dlaczego? Tatku, to takie fajne, koledzy nie mieli aż takich atrakcji. Ciekawe, czy szyba wytrzyma.
- Nawet nie próbuj.
Spróbowała. Dwa razy. A on sam nie wiedział, czy spodziewać się prędzej policji, czy ataku wściekłej Lukrecji, wiercącej się zażyle na kanapie.
Śmiała się jak opętana, przekładając broń z jednej rączki do drugiej. Mogłaby wpaść na pomysł, aby sprawdzić wytrzymałość tatusia. Może chciała? Na całe szczęście nie zdążyła. Na całe szczęście wegetował w tym mieszkaniu ktoś, kto w razie niebezpieczeństwa potrafił zachować zimną głowę. I całe szczęście, że była to ta niewysoka blondynka o ciemnych oczach, w tym momencie ciskających gromy.
- Luki, kupisz mi taki na urodziny? - zaćwierkała dziewczynka, mimo iż nie posiadała już swojego źródła przyjemności w dłoniach.
- Pewnie, tyle że w wersji kolorystycznej i z piankami zamiast kulek - odłożyła niebezpieczny sprzęt na swoje stałe miejsce, tym razem go zabezpieczając. - Ami, zostawisz nas samych?
Nic nie odpowiedziała. Wymaszerowała z kuchennego pomieszczenia jak rasowy żołnierz, bezustannie chichocząc.
- Mogę ci zadać jedno pytanie?
- A będzie po nim bolało?
- To się jeszcze okaże.
- Pytaj.
- Jesteś pierdolnięty czy całkowicie nieodpowiedzialny?
- Ja ci go nie zabrałem.
- Córce nawet nie próbowałeś.
- Próbowałem, ale nic nie było w stanie przemówić jej do rozsądku.
- Istnieje coś takiego jak siła, wiesz?
- Przecież nie potraktuje jej jak zabawkę i nie wyrwę czegokolwiek całą mocą.
- Wymruczę ci to melodyjnie na twoim pogrzebie, jeśliby zdarzył się taki drugi raz.
- To może pilnuj tej swojej broni?
- To może pilnuj tej swojej córki?
- Złośliwość?
- Nie, przestroga na przyszłość. Chyba że chcesz skończyć jak szyba kuchenna.
- Na chodniku?
- Powiedziałabym, że raczej w kawałkach - uśmiechnęła się ze sztucznością.
- Przecież pistolet nie rozrywa ciała.
- On - nie. Ja - owszem.
- Bieliznę też rozrywasz? - nie umiał się powstrzymać. Żadna sytuacja nie była przeszkodą do wypowiadania dwuznacznych fraz.
- Pewnie, a najchętniej z zawartością.
***
klejone na siłę, nie odpowiadam za głupotę w tej części.
czas się zabrać za sedno tego opowiadania.
tyle że tak cholernie mi się nie chcę.
pogubiłam się trochę w tym publikowaniu, powinno być wczoraj, przepraszam.
dodaję po raz ostatni, następnym razem już widzicie się z właścicielką:)
tośka.